-Kusz

Anna

Panek-

TAROT

Fotografia cyfrowa, montaż – zestaw podstawowych kart tarota w skali 1x1

wydruk cyfrowy podklejony na pleksi

Jądro pamięci

„Rozrzuciliśmy karty na stole, odkryte, jakby ucząc się je rozpoznawać i określać ich wartość lub odcyfrować ich prawdziwe znaczenia w odczytywaniu losów.”

 

Italo Calvino, Zamek krzyżujących się losów.

 

Fascynacja wizerunkami kart tarota ma długą tradycję, ulegali jej nieznani rysownicy średniowieczni i renesansowi, wielcy mistrzowie malarstwa: od Hieronima Boscha (chociażby w wizerunku Wędrowca odnajdujemy cechy Głupca) po Salvadora Dali i psychologowie. Za posiadanie tych kart można było spłonąć na stosie, dlaczego więc tak kuszące było spojrzenie w symbole przedstawione na kartonikach?

 

Dla Carla Gustava Junga tarot symbolizuje kolejne fazy rozwoju człowieka, reprezentowane przez archetypy wpisane w rysunek kart. Dla Italo Calvino jednak, co wydaje się o wiele bardziej interesujące, kolejne wizerunki pozwalają przywołać mity kultury europejskiej. „Sztuczkę, która polega na układaniu kart w szeregu i wyprowadzaniu z nich ciągu opowieści, mógłbym powtórzyć także z obrazami w muzeach: podstawić na miejsce Pustelnika świętego Hieronima, na miejsce Rycerza Mieczy –

świętego Jerzego i zobaczyć, co z tego wyniknie.”

Potasowane karty zaprzeczają linearności wydarzeń, a każde z wydarzeń można interpretować na wiele sposobów. Tak postępują wędrowcy przypadkowo zebrani w Zamku Calvino. Zaczarowani, nagle pozbawieni zdolności mowy, są skazani na wypowiadanie swoich opowieści za pośrednictwem obrazów. Każda z opowieści nabiera jednak odmiennego znaczenia w umyśle każdego ze „słuchaczy” a właściwie widzów.

 

Kiedy mamy do czynienia ze sztukami wizualnymi zostajemy postawieni w podobnej sytuacji, nie słyszymy słów autora, możemy jedynie patrzeć. Zaś nasze odczytanie tego, co widzimy, tworzy, wyrastającą z obrazów naszą własną historię. Anna Panek-Kusz rozkłada fotograficzne karty tarota, kusząc byśmy poddali się ich magii.

 

Czym w końcu jest fotografia, jeśli nie kartonikami, w których na podobieństwo tarota zaszyfrowano znaczenia świata. Jeśli już jej używamy to nie dla przepowiadania przyszłości, lecz zachowania i przekazania przeszłości, twarzy i historii umykających słowom. Jest w tym przekształceniu zawarta

tajemnica alchemii, stwarzającej  zamiast kamienia filozoficznego, jądro pamięci.

Autorka upraszcza symbole tarota, posługując się wyłącznie figurą ludzką, a właściwie tylko jej odciskiem. Ze śladów pozostawionych w materiale światłoczułym wyłania się Cesarzowa otoczona dworem, Wieża zbudowana z ciał własnych budowniczych, Głupiec wędrujący do nikąd (może to zresztą nie Głupiec, tylko Rycerz zmierzający bronić Cesarzowej)? Kiedy już zdaje mi się, że odczytałam znaczenia kart, „wtedy jej ręce rozrzucają karty, tasują talię, zaczynają wszystko od nowa.

 

 

Marianna Michałowska

Tarot , nie-tarot.

Pałałam chęcią napisania wnikliwego tekstu o fotografiach, które mnie głęboko zachwyciły swym czystym wyglądem, który sam siebie nieomal celebruje. Zdumiały jednocześnie owym uwspólnianiem materialnego i tego ”odległego” świata: symbolu , magii , ezoteryki, etc.

 

I borykałam się ze swą własną niemocą, przenosiłam temat dni kilka i nic. Prace Anny Panek – Kusz wystawiane obecnie w słubickiej galerii OKNO owinięte są w pakunek zwany Tarotem, i to właśnie jest to, co mnie tak onieśmiela jako interpretatora. Od czasu przeczytania zacnej a i kultowej powieści Gretkowskiej pod znamiennym tytulem „Tarot paryski” obiecywałam sobie luki w wiedzy uzupełnić i zaznajomić się choćby najbardziej powierzchownie z wiedzą „tajemną”, ale…odkładam to na święte nigdy. Ja kart po prostu nie trawie a ich złożona symbolika mnie nie nęci. Cóż zatem?

 

Parafrazując słowa Eliota, można ukuć stwierdzenie, ze pomiędzy interpretowanie a odbieranie tekstu pada cień. I wszystkim , którzy kochają fotografie a nie są entuzjastami ezoteryki polecam właśnie to drugie: radośnie chłonąc obrazy fotograficzne tej młodej artystki, bo jest w nich piękno, które nie koniecznie wymaga szacunku dla talii kart. Zwarzywszy, ze poniższy szkic nie ma bynajmniej ambicji interpretacyjnych a jest raczej sumą ekspresji na temat cyklu prac, pozwolę sobie zatem na luźność komentarzy.

Dla mnie to opowieść o ciele, które im mniej rozpoznawalne, tym bardziej fascynujące. O ciele, które staje się symbolem poprzez sprowadzenie go do prostych form, które mają niepowtarzalną dynamikę. Łapią swój własny rytm. Co wielce charakterystyczne dla sztuk wizualnych, projekcja nowej rzeczywistości wiążę się nieodmiennie z wykorzystaniem elementów powszechnie znanych.

 

Multiplikacje, uproszczenia, ciało jako element składanki znaczeń. Naturalnie, jak większość prac Ani, które dotąd widziałam i te fotografie lokują się gdzieś w obszarze tzw. fotografii inscenizowanej, w tym ujęciu jest to manipulacja sensu stricto.

 

Anna to artystka, która w studio fotograficznym znajduje modela a rachityczność ciała ludzkiego przemienia w szczyt wyrafinowania w medium komputerowym.

 

Poruszająca plastyczność to jedno, ale i przystępność poetyki to inna…“eureka”( tym bardziej w zestawieniu z “ cukierkowym “ pięknem ludzkiego ciała, jakie oferują nam magazyny dla pań , a zwłaszcza panów).

 

Zwracając się do ciała - natury( przedmiot biologii) zwracamy się również do ciała – historii, ciała –znaczenia, ciała – dyskursu. Smakujemy w binarnych zestawieniach ( ciało - dusza, zmysłowość - duchowość, instynkt –

rozum, popęd - świadomość), odbiór obrazów fotograficznych nie przenosi nas jedynie pod sztandar logiki pożądliwości i pragnienia. Nie o “występną“ zmysłowość w tych obrazach bowiem chodzi a o doświadczenie “aury”, doświadczenie” własnego światła.

 

Po emocji, jak to bywa przychodzi refleksja, często nie tak przejmująca jak ta pierwsza. Cóż, przetasujmy zatem raz jeszcze karty, a inne obrazy nas ujmą.

 

 

 

Magdalena Charyło